Dzisiaj z rana nadchodząca jesień trafiła we mnie z potrojoną siłą. Obudziłam się z bolącą już głową od zmiany pogody. Za oknem pochmurno, w pokoju tak jakoś buro, mogłabym przeleżeć w ciepłym łóżeczku cały dzień, czytając niesamowitą jak dla mnie książkę `Upadli` (której od rana przeczytałam 200 stron) lecz mama się zbuntowała i po 12.30 wywaliła mnie do sklepu. Idąc po chodniku, pod butami słyszałam pierwsze szeleszczące liście,które niedawno co dopiero spadły z drzew, a na twarzy czułam chłodny wiaterek-nic przyjemnego. Nie lubię zbytnio jesieni. Jest taka bez wyrazu, bez czegokolwiek szczęśliwego w naturze. Ponura, deszczowa, melancholijna ,nie zdziwię się jak przez to złapię doła, taka pogoda jest strasznie przytłaczająca. Na szczęście ,wczoraj oglądałam pogodę i okazało się że w tygodniu ma świecić słoneczko i ma być dość `wakacyjnie` :) Ah ta nasza Polska pogoda, potrafi zaskoczyć niejednego człowieka. Ale jesień ma jednego małego plusa- nie ma burz, których tak panicznie się boję, z resztą Lutka też ;*
W szkole jak w szkole, klasę mam udaną, nauczycielkę której wszyscy się boją, a i taką którą wszyscy bardzo lubią. Ogólnie jest spoko i tyle o tym napiszę. Przydałaby się jakaś notka o jednej ,głównej tematyce, a nie taka co aktualnie u nas słychać, ale na razie nie mam kiedy o takowej pomyśleć, natłok roboty ,że tak powiem ;p A teraz zmykam, bo trzeba pomóc mamie.
A i piosenka ,zapomniałabym :d
Liwka.
